niedziela, 7 września 2014

Wrażenia po drugim razie z Silent Hill Downpour ps3

Każdy z nas ma inny gust, ponoć o gustach się nie dyskutuje. Ja należę do osób, które dają szansę każdej grze, nie przekreślam niczego od razu. Wolę zacząć od dema zanim zakupię pełną wersję. Istnieją jednak tytuły, które kupuję w ciemno i taki był właśnie SHD. Nie czytam recenzji, co najwyżej opis sterowania i historii. Chcąc nie chcąc wyrażacie mi swoje zadowolenia czy opinię znajomych a opinie znajomych czy redaktorów - speców są zazwyczaj negatywne. Na ile jest prawdopodobne, że dana recenzja w prasie czy w necie jest zła, bo mało kasy dostała redakcja albo wysłano im tylko demo zamiast pełnej wersji? Nie wnikam w to, po prostu nie kieruję się opiniami innych. Dosyć tego wyjaśniania co gdzie i dlaczego. Przejdźmy do konkretów.


Silent Hill Downpour zachwycił mnie pod kilkoma względami i to takimi, które uznania wśród innych nie miały. Tak przynajmniej mi się wydaje. Oburzył też. Powolny bieg postaci, mało miejsca na broń a przede wszystkim zacinanie gry zawsze w tym samym miejscu (tereny wielkiego mostu, rzeki) zakończone resetem konsoli oraz zacinanie przy lokacji z Devil`s pit. I właściwie to wszystko jeśli chodzi o sprawy graficzne, a może aż tyle? Od zawsze nie  podobał mi się wokal, wolę utwory instrumentalne. SHD i generalnie cała seria przepełniona jest znakami iluminatów (deszcz, dusze, diabły na obrazach, zegary, masońskie podłogi i wszechwidzące oko w trójkącie) i gdyby na to zwracać uwagę, byłaby zakazana. Światło, zombie, diabły, smutne dusze, duchy, rozdarcie wewnętrzne bohaterów, walka ze sobą lub słabościami, próba ucieczki - na tym przecież opierają się gry horrory. Nie biorę tego do siebie, nigdy nie brałam, nie chciałam być taka jak oni i na starość nie zamierzam. Akceptuję taką tematykę w całości. 


Świetnie, że są powroty do dawnych lokacji, tj. THE ROOM, wielki most, ciężarówka z SH Origins.... oraz do muzyki. Zagadki, mind games, szepty, wiatr, deszcz, błyskawice, duchy, straszne lalki, uciekający czas, pułapki, sen na jawie - bez tych podstawowych komponentów nie istniałaby dla mnie ta gra. Im mniej myślę o takich rzeczach w życiu, tym więcej chłonę tego w grach, tym bardziej mi się podoba i zaskakuje na każdym kroku. W tej grze można "pobać" się kilkanaście jak nie kilkadziesiąt razy. Nie wiesz co za rogiem się czai, nie wiesz czy przejdziesz po belce nad przepaścią, nie wiesz czy ta straszna lalka zaraz się nie obudzi. Nie jesteś niczego pewien. Uwielbiam to w grach. Brak pewności choć giwera w ręku jest. Możesz nie zdążyć, więc może lepiej zaopatrzyć się w nóż lub młot? Nie wyobrażam sobie tej gry z perspektywy pierwszej osoby, ale też nie do końca sprawdziłaby się w dawnym stylu, choć momenty takie są. Myślę, że to kwestia rodzaju zagadek, pułapek, przeciwników. Gra bardzo mi się podoba, jest mnóstwo rzeczy do roboty (poboczne) i Ty decydujesz czy chcesz zdobyć kolejny pucharek czy nie. 


Jest to następna gra z mojej kolekcji, która nie spodoba się fanom szybkiego eksplorowania lokacji, rozlewu krwi, dokładnego wymierzania, szukania, rozwiązywania zagadek, bezmyślnego strzelania do wszystkiego co się rusza i rozbijania szyb, telewizorów itp. Silent Hill Downpour wymusza na mnie, bym zastanowiła się nad tym, jak postępuję w życiu i wzbudza poczucie żalu za bohatera. Kojarzy mi się z wcześniejszą pozycją, mianowicie Alan Wake i poniekąd widzę odzwierciedlenie (pod względem lokacji poniżej) w późniejszej The last of us. Kilka fotek z mojego instagramu dla Was. Aha, ciekawe jak ustosunkujecie się do mojego psychologicznego podejścia.




Silent Hill w życiu... Domek na mojej działce...


4 komentarze:

  1. Chyba w końcu się skuszę i kupię. Kilka lat temu odbiłem się od Homecoming i od tej chwili mam do serii uraz. Albo... może powinienem spróbować raz jeszcze właśnie część piątą? Pamiętam że zniechęciły mnie okrutnie źle rozmieszczone punkty zapisu, przez co nie raz byłem zmuszony nagle wyłączyć grę, a kolejnego dnia przechodzić ten sam fragment.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Tutaj co pewien czas jest save, nie musisz szukać. Wystarczy do jakiegoś pomieszczenia wejść i wyjść by był save. Polecam grę mimo wszystko.

      Usuń
  2. Ja przy kupnie gier nie kieruję się jedną żelazną zasadą. Z reguły przeglądam opinie na temat tytułów które mnie interesują, aczkolwiek mam też ulubione serie gier których kolejne części kupuję w ciemno... Rzadziej zdarza się, że ktoś mi coś poleci albo na coś skutecznie namówi. Zważywszy na ceny naszego wspólnego hobby raczej nie sięgam po tytuł o którym nie wiem kompletnie nic, bo zauroczyła mnie np. fajna okładka.

    Co do Silent Hill to kiedyś w którąś część grałem, ale to było tak dawno że nie pamiętam co jak i gdzie. Interesująco opisałaś Downpour i z pewnością dzięki Tobie jeszcze kiedyś wrócę do tej serii.

    A jeśli chodzi o psychologiczną stronę... Kiedy kieruję postacią z którą się choć trochę utożsamiam to z reguły podejmuję decyzje tak jak bym to zrobił w rzeczywistości, zgodnie z własnym sumieniem. Czasem też wrzucam save'a i sprawdzam jakby to było gdybym poszedł "inną" drogą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mi uświadomiłeś jak trudne byłyby growe konsultacje w sklepie. Jak tu opisać grę nie grając w nią...

      Usuń