sobota, 18 października 2014

Pierwsze wrażenie The Evil Within

Jeśli pamiętacie mój dawny wpis - opis snu: http://kasiaplaystation4.blogspot.com/2014/04/resident-evil-7-demo.html to w The Evil Within zobaczyłam podobne rzeczy...


Edycja jaką posiadam jest limitowana, zawiera notes, który wykorzystam do zapisków w 2015 roku, kartę w 3d, którą jakiś mega fan może oprawić w ramkę i dodatki, ale o tym później, jeżeli pozwolicie. Zajrzyjcie do mnie na fb to zobaczycie fotki + instagram: https://www.facebook.com/Kasiaplaystation4

Ale konkrety, bo chodzi o pierwsze wrażenie po dwóch dniach z tą grą. Spodziewałam się, że Mikami powiąże cztery dobre gry z iluminatami, groteską i ciemnościami. Mamy tu akcenty RE4, Silent hill, Piły, Shadows of the damned i poniekąd Remember Me. Aluzje do RE4 - postać Sebastiana podobna jest do Leona, jego partner w swych czarnych rękawiczkach i zgrabnej sylwetce kojarzy się z Weskerem itp. Podobieństwa do Silent Hilla? Przechodzenie przez dziury w ścianie i podłodze, szukanie klucza wewnątrz martwego ciała itp. Podobieństwa do Piły? Pułapki, dziwni ludzie. Do Remember Me? Problemy z pamięcią, pranie mózgu itp.
Bez symboliki iluminatów, masonerii i prania mózgu - gry horrory nie miałaby racji bytu. The Evil Within zaliczam do survival horroru w czystej postaci, dodając elementy skradanki i sprytu. I znowu niestety muszę powiedzieć, podobnie jak przy Murdered: Soul Suspect na ps4. To nie jest gra dla tych, którzy kochają akcję i zabijanie ile wlezie. Owszem krwi, skrzepów, rzygów, mięcha armatniego, płomieni, karaluchów, kruków jest ogrom. Gościnnie gostki z piłą łańcuchową.

Wszystko dzieje się raczej powoli, dokładność, precyzja zaoszczędza naboje, strzały i zdrowie. Gra roku 2014 z racji tej powolności to na pewno nie będzie, choć w kategorii horror ma pierwszeństwo.

Począwszy od fabuły - rutynowa sprawa, która przepełniona jest jednak niespodziewanymi zdarzeniami. Więc nie ma co się nad tym rozwodzić, dialogów nie jest za wiele, zdecydowanie bardziej zadowalają pułapki, niespodziewane krzyki, duchy, cienie, wymuszony spryt, łączenie części pułapki by zrobić sobie nabój do kuszy (chłodzący, elektryzujący czy chociażby wybuchowy).

Graficznie gry Mikamiego nigdy nie powalały graczy na kolana jak innych producentów, czasem tekstury się rozmazują i ekran zwalnia, jeśli jest zbyt duży natłok postaci, ale o tym wspominałam już parokrotnie jeśli chodzi o serię Resident Evil. A zaczęło się to od Dead Aim. No, ale nic. 

Grafika w głębi ekranu jest bardzo ładna, chwilami bardzo prawdziwa, jednakże psuje się gdy oko skupiamy na bohaterze. Ten, kto zagra, nie obejrzy na yt filmiki, ten będzie wiedział o czym mówię. Wybierając najniższy poziom trudności, bo tak zawsze robię przy nowych grach, owy poziom jest raczej średni, gdyż amunicji właściwie jak na lekarstwo, podobnie jak apteczek / strzykawek przez co poziom strachu u mnie rośnie, nie wiem co jest za rogiem, czy kapiąca krew coś zwiastuje a może coś mnie zaraz wciągnie za nogi i odruchowo co chwila ładuję pistolet czy shotgun (uwielbiam te klasyczne bronie). Dźwiękowo jest dobrze, ale tylko na słuchawkach, normalnie trzeba dać dźwięk niemal na cały regulator a stereo w i tak nie oddaje wszystkich zalet. Granie w ciemności i w samotności to najlepsza aura dla gracza. 

Generalnie jestem zadowolona, nie jestem rozczarowana pod żadnym względem - nie czytałam opinii, nie oglądałam gamepleyów, tylko widziałam kiedyś zapowiedź. Gra mnie wciągnęła totalnie, trudno mi zgasić konsolę, choć obawiam się, że owa powolność rozwoju fabuły może niektórym uśpić czujność i zapomną co bohater tutaj robi. Cena jaką zapłaciłam za tą grę to niecałe 220zł. Nie chcę Wam więcej zdradzać, tym bardziej, że wybór kolejnej gry do kolekcji jaką jest The Evil Within okazał się strzałem w dziesiątkę, bo zawiera miks wszystkiego co z horrorem jest związane. Popatrzcie na moje screeny od samego początku gry, które zrobiłam dotychczas.


Jeżeli macie pytania czy wątpliwości - pytajcie.