niedziela, 27 września 2015

Jak Resident Evil 8..

Szybko piszę, bez poprawek, żebym nie zapomniała.
Mocno dziś spałam, wyspałam się nawet. Miałam mocny, sugestywny sen, na pewno nie był to zlepek wydarzeń z minionego dnia. Może poniekąd związany jest z tym co powinnam zrobić dla dobra portfela, ale reszta rzeczy to wyjęte rodem z gier lub stworzone na nowo przez moją wyobraźnię.
Dostałam zlecenie, ubrałam się elegancko, w snach najczęściej jestem na biało ubrana. W piwnicy pewnej starej kamienicy, jeszcze z czasów przedwojennych, miały miejsce dziwne okoliczności, przetrzymywanie ludzi, znęcanie się nad nimi, gdyż nie chcieli pracować za marne grosze (tak bynajmniej podawano prasie). Na górze była droga restauracja Pracowałam w agencji detektywistycznej a moje zlecenie polegało na tym, bym zatrudniła się jako kelnerka. Przyszłam zatem na rozmowę i o dziwno, zatrudnili mnie od razu. Weszłam do tej piwnicy, gdyż tam pracownicy przebierali się w stroje służbowe. Pełno ubrań znanych marek, sporo pracowników, kelnerek, kucharzy, sprzątaczek. Ale nikt nie wiedział o dziwnych okolicznościach. Ukrywali? 

Kiedy wszyscy się przebrali zostałam sama w tej piwnicy i zaczęłam sprawdzać ściany, bo może za nimi coś dziwnego się kryje. Tak myślałam. Odsunęłam stojak z wieszakami i ubraniami, odsunęłam ciężką płytę a tam leżał... uwaga, to będzie mocne... (Bartek polecał mi zagrać znowu w Resident Evil 4, gdyż jesień już nas ogarnęła)... no właśnie, leżał tam Leon hahahaha no nie mogę! Myślał, że jestem jednym z nich i przyszłam go nakarmić. Dowiedziałam się, że on próbował dowiedzieć się tych samych rzeczy co ja, ale był zatrudniony przez inną agencję i skończył tak marnie. Obiecałam wrócić. 

Następnego dnia znów zostałam sama w piwnicy-szatni i poszłam sprawdzić co u mojego nowego kumpla. Samo to przetrzymywanie go było już przestępstwem. Zauważyłam dziwne szczeliny w ścianie pomieszczenia, w którym się znajdował. Pomogła mi zaczepić się i dostać wysoko do okna. Wydostał się a ja wróciłam do pracy, by zbierać informacje. Niejaki (uwaga) Wesker był właścicielem tej restauracji, działał oczywiście pod przykrywką świetnego szefa kuchni. Gotowali ludzkie mięso, infekując je wcześniej wirusem i w ciągu dwóch tygodni małe miasto poległo. Leon miałby być ofiarą, zapewne pracownicy także. Gdy wszystko wyszło na jaw rozpętała się strzelanina. Naszym zadaniem było dostać się do wielkiej bramy, która odgradzała zainfekowane małe miasteczko od zdrowego. Tylko kto mógłby znać kod? Podpowiedziałam, że w małych rzeczach najczęściej tkwi tajemnica. Intuicyjnie zerknęłam na google maps i najechałam tak jakby na nas. Nasze (dziwne) współrzędne: 602 7 18 4 przypominały numer telefonu....... wydostaliśmy się, ale bez strzelania się nie obyło.... dziwny mocny sen...